Marcin z Wrocławia powrócił w kolejnym odcinku programu „Milionerzy”. Odpowiedział na pytanie za 20 tysięcy złotych, i choć kolejne wydawało się banalnie proste, ostatecznie przekreśliło jego szansę na milion. Ostatni, specjalny odcinek programu „Milionerzy” z pewnością zapadł widzom w pamięć. Z okazji Dnia Dziecka naprzeciw Huberta Urbańskiego zasiadły znane osobistości wraz ze swoimi dziećmi. Wystąpił Cezary Pazura i jego córka, a także Jan Peszek z synem. Teraz jednak wszystko wróciło do normy, a przerwaną wcześniej grę mógł kontynuować Marcin Kożuszek z Wrocławia. „Jak kocha, to poczeka” – przytoczył poetycko gospodarz, witając zawodnika, który otrzymał pytanie za 2000 złotych. Nadal miał w zanadrzu dwa koła ratunkowe. Niestety, nawet one nie pomogły.
Choć dziś jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej telewizji, niewiele osób zna szczegóły jego pochodzenia. Jak naprawdę nazywa się Hubert Urbański? Wiemy, skąd wzięło się nietypowe drugie imię gospodarza „Milionerów”. Studiował filologię indyjską na Uniwersytecie Warszawskim. Miał też krótki romans z aktorstwem w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, a później, kiedy związany był z radiową stacją RMF FM, przeżył kryzys swojej kariery, który dał mu do myślenia. Jak widać, gospodarz „Milionerów” skrywa wiele sekretów. Jednym z nich jest z pewnością jego pełne imię i nazwisko. Mimo ogromnej popularności mało kto wie, jak naprawdę nazywa się Hubert Urbański. Okazuje się, że prezenter jest pół Polakiem i pół Bułgarem.
Prowadzący programu „Milionerzy” wielokrotnie widział, jak uczestnicy wygrywają pokaźne sumy pieniędzy. Sam nie może narzekać na brak gotówki, o której marzą biorący udział w teleturnieju gracze. Hubert Urbański związany jest z programem TVN od samego początku jego istnienia, czyli ponad 20 lat. Dziennikarz nie raz widział, jak uczestnicy dwoili się i troili, by odpowiedzieć na pytania z wiedzy ogólnej. Każde prawidłowe typowanie zbliżało ich do zostania milionerami. Okazuje się, że sam prowadzący nie musi martwić się o finanse tak jak niektórzy uczestnicy programu. „Milionerzy” to nie jedyne źródło utrzymania mężczyzny, który może pozwolić sobie na wygodne życie.
„Milionerzy” wyemitowali specjalny odcinek z okazji Dnia Dziecka. Duet uczestników rozegrał między sobą partię gry, by wyłonić odpowiadającego na pytanie. Teleturniej TVN z okazji święta wszystkich pociech zorganizował specjalny odcinek, w którym to dwie drużyny ojców z dziećmi mierzyły się z pytaniami z wiedzy ogólnej. Widzowie mogli zobaczyć, jak o nagrodę główną stara się Cezary Pazura z córką, Anastazją oraz Jan Peszek z synem, Błażejem. Drugi z wymienionych duetów już na początku rywalizacji musiał rozgrywać dodatkowe starcia, by zaznaczyć poprawną odpowiedź. Mężczyźni w pewnym momencie zagrali w papier, kamień i nożyce.
„Milionerzy” są programem, który słynie ze swoich trudnych, a przy okazji podchwytliwych pytań. Niektóre z nich tylko brzmią łatwo, ale w rzeczywistości takie nie są. Przekonał się o tym kolejny uczestnik, który niestety zaznaczył ostatecznie błędną odpowiedź. Wydawać by się mogło, że pytanie, z którym musiał zmierzyć się mężczyzna, dotyczyło postaci z bardzo popularnej niegdyś bajki. Czy aby na pewno tak było?
W Dzień Dziecka wyemitowano wyjątkowy odcinek programu „Milionerzy”. Zamiast standardowych uczestników w studio show pojawili się celebryci, którzy do odpowiedzi zasiedli wraz ze swoimi dziećmi. Jedną z par tworzyli Cezary Pazura i jego córka Anastazja. Program prowadzony przez Huberta Urbańskiego jest dobrze znany z tego, że serwuje uczestnikom trudne, a przy tym często podchwytliwe pytania. Popularny aktor i jego pociecha również musieli się z takimi zmierzyć. Jak im poszło?
„Milionerzy” niezmiennie od kilkunastu lat pozostają jednym z ulubionych teleturniejów Polaków. Show jest znane z trudnych, a przy tym często podchwytliwych pytań. Jedno z takowych zostało zadane ostatniemu uczestnikowi wtorkowego odcinka. Jak brzmiało? Warto nadmienić, że odpowiadający walczył o aż ćwierć miliona złotych. Mógł za to zrezygnować i zabrać ze sobą gwarantowane 125 tysięcy. Na co się zdecydował?
Widzowie programu „Milionerzy” wstrzymali oddech, kiedy w 10. sezonie Jacek Iwaszko odpowiedział na pytanie za milion. Po raz czwarty w historii show Hubert Urbański przekazał wspaniałe wieści, a gracz wrócił do domu jako milioner. Teraz znów zobaczymy go na ekranie. Choć „Milionerzy” emitowani są na antenie TVN już od ponad dwóch dekad, największe wygrane wcale nie padają tak często, jak mogłoby się wydawać. Przez niemal 10 lat kilkukrotnie powielano rekord 500 tysięcy złotych, jednak z milionem wróciła do domu tylko jedna osoba. Główna wygrana po raz pierwszy padła 28 marca 2010, kiedy w grze wziął udział Krzysztof Wójcik ze Szczecina. Na kolejnego zwycięzcę trzeba było czekać aż 8 lat, a została nim Maria Romanek z Bezmiechowej Dolnej, emerytowana nauczycielka i działaczka społeczna. Rok później milion zdobyła Katarzyna Kant-Wysocka z Gdańska. Po raz ostatni wielki triumf świętowano w ubiegłym roku.
W programie stacji TVN „Milionerzy” czasem zdarzają się podchwytliwe pytania. W 468. odcinku uczestniczka musiała odpowiedzieć na pytanie z pogranicza geografii i historii. Natalia grała o 20 tysięcy złotych. Pytanie nie zdziwiłoby prawdopodobnie uczniów, przykładających się w szkole do historii Unii Europejskiej, ale kobieta miała spore wątpliwości.
Telewidzowie są zszokowani odpowiedzią uczestniczki programu „Milionerzy”. Kobieta odpadła na pytaniu za 10 tysięcy złotych. Miała do wykorzystania jeszcze dwa koła ratunkowe. Dzisiaj wyemitowano powtórkowy odcinek 467. popularnego teleturnieju „Milionerzy”. Jedna z uczestniczek nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie o to, czym jest odźwiernik.
W programie TVN „Milionerzy” uczestnicy są czasem zaskakiwani naprawdę przedziwnymi pytaniami. W ostatnim odcinku widzów zaskoczyła sama uczestniczka, która mając dużo do stracenia nie skorzystała z koła ratunkowego – i przegrała. W teleturnieju brała udział pani Danuta, nauczycielka fizyki. Niestety, otrzymała pytanie z dziedziny literatury i kultury – pomimo możliwości skorzystania z koła ratunkowego, postanowiła strzelić.
W środowym odcinku programu „Milionerzy” pojawił się zawodnik, który z pewnością miał wielkie szanse, nawet na najwyższą nagrodę. Łukasz walczył o 250 tysięcy, kiedy nagle postanowił zrezygnować z dalszej gry. Urbański zadał pytanie o gęsią stopkę. W ostatnich odcinkach „Milionerów” nie brakowało emocji. Mogliśmy zobaczyć m.in. Michała, który poszedł za głosem „przyjaciela”, i choć własna intuicja podpowiadała mu dobrze, ostatecznie nie udzielił poprawnej odpowiedzi. Wczoraj wyemitowano 553. epizod, a naprzeciw Huberta Urbańskiego zasiadł Łukasz.
„Milionerzy” to jeden z najbardziej ekscytujących programów nie tylko dla uczestników, którzy mogą wygrać ogromne pieniądze, ale i dla widzów, którzy w międzyczasie sprawdzają swoją wiedzę. Specjalnością show są pozornie łatwe, ale tak naprawdę podchwytliwe i nieoczywiste pytania. Na jednym z nich właśnie poległ pewien uczestnik z ostatniego odcinka. Na domiar złego, było to pierwsze pytanie.
W programie „Milionerzy” pojawił się nietuzinkowy gracz. Sebastian dzielnie walczył, jednak pytanie za 250 tysięcy sprawiło mu nie lada kłopot. Skomentował je w zaskakujący sposób, wywołując szczere rozbawienie wśród publiczności i u samego Huberta Urbańskiego. W programie „Milionerzy” zagrał Sebastian Jurgiewicz z okolic Szczecina. Z zawodu handlowiec w branży hydrauliki wysokich ciśnień, wykazał się niemałą wiedzą, ale także szczęściem, które prowadziły go coraz wyżej w tabeli nagród. Przede wszystkim gracz wykazał się jednak zaskakującą charyzmą i poczuciem humoru, a kiedy stanęło przed nim pytanie za 250 tysięcy, jego komentarz wprawił publiczność i prowadzącego w rozbawienie.
Uczestniczka programu „Milionerzy” miała zagrać o 75 tysięcy złotych. Nieoczekiwanie przed Olgą stanęło kłopotliwe pytanie. Odpowiedź była nieoczywista. Hubert Urbański przyznał, że zrzedła mu mina. Odkąd na ekrany wrócili „Milionerzy” publiczność podzieliła się na dwa obozy. Jeden wiernie ogląda produkcję TVN-u, często wraz z graczami zgadując odpowiedzi. Drugi zaś twierdzi, że w odnowionym formacie pytania są tak proste, że nieraz ocierają się o absurd. Biorący udział w programie muszą się jednak wykazać wiedzą o bardzo szerokim zakresie i nigdy nie mogą poczuć się zbyt pewnie, gdyż każda kolejna runda może dotyczyć dziedziny, w której nie mają odpowiedniej wiedzy. Tak było m.in. w ostatnim odcinku, kiedy na fotelu zasiadła Olga Moskalewicz-Lewandowska.
Nie pierwszy i nie ostatni raz zbytnia pewność siebie nie sprawdziła się w programie „Milionerzy”. Uczestnik szedł jak burza, dopóki nie usłyszał pozornie prostego pytania za 5000 zł. Artur z Wrocławia szybko zrozumiał swój błąd, jednak było już za późno. Poniedziałkowy odcinek programu „Milionerzy” jak zwykle obfitował w dawkę wiedzy, ale i zaskoczeń. Odcinek otworzyło pytanie do uczestnika z poprzedniej odsłony — prawnika Macieja z Warszawy. Gracz już poprzednio wykorzystał wszystkie koła ratunkowe i niestety bardzo szybko odpadł. Jego miejsce na fotelu zajął Artur z Wrocławia, który najszybciej uporządkował wyrazy: dryl, kryl, tryl, Bryll w porządku: wojskowa dyscyplina, pokarm wielorybów, ozdobnik muzyczny, pisarz Ernest.
Zaskakujące pytanie w programie „Milionerzy”. Już na samym początku gracz został zbity z tropu. Musiał ratować się kołem ratunkowym. Hubert Urbański zapytał uczestnika o żyrafę. „Milionerzy” są z pewnością ewenementem wśród polskich programów rozrywkowych. Kilka lat temu show zaliczyło jeden z najgłośniejszych powrotów, a konkurencja była naprawdę poważna, gdyż na antenie po podobnym okresie nieobecności wskrzeszono m.in. „Koło fortuny”. Od 1999 roku prowadzącym niezmiennie pozostaje Hubert Urbański, który zasłynął przede wszystkim z umiejętnego podtrzymywania napięcia, zanim gracze ze stuprocentową pewnością postawią na swoją odpowiedź. Jego „definitywnie?” stało się jedną z ikon programu.
W czwartkowym odcinku programu „Milionerzy” padło pytanie o nagrodę główną, a uczestnik z jeszcze jednym kołem ratunkowym znał odpowiedź, jednak odszedł z programu z kwotą gwarantowaną. Dwadzieścia trzy lata temu na antenie TVN pojawił się teleturniej prowadzony przez Huberta Urbańskiego, który sprawdzał wiedzę ogólną uczestników. Pilna edukacja i dobra pamięć były kluczem do zdobycia nagród pieniężnych, w tym głównej stawki miliona złotych. Przez wiele lat uczestnicy oraz widzowie głowili się nad trudnymi pytaniami z różnych dziedzin, od geografii po politykę, matematykę czy nawet religię. W czwartkowym odcinku „Milionerów” gracz miał szansę zdobyć nagrodę główną, jednak wyszedł ze studia z gwarantowaną kwotą 500 tysięcy. Niewiarygodne jak mogła zakończyć się ta rozgrywka.
Początkowe zmagania pana Wojciecha w „Milionerach” nie zwiastowały jego długiej rozgrywki, jednak uczestnik zaskoczył wszystkich. Opuścił studio z pokaźną sumą 75 tysięcy. Teleturniej „Milionerzy” jest jednym z najchętniej oglądanych programów stacji telewizyjnej TVN, w którym uczestnicy sprawdzają znajomość wiedzy ogólnej. Każda z poprawnych odpowiedzi wiążę się z sumą pieniężną, która pod koniec rozgrywki trafi do zawodnika. Podczas ostatnio emitowanego odcinka widzów i publiczność zaskoczył mieszkaniec Warszawy, pan Wojciech Łuszczyk, który na początkowym pytaniu poprosił o pomoc publiczność. Reszta zagadnień szła mu już o wiele lepiej.
Program „Milionerzy” kolejny raz zaskoczył telewidzów. Uczestnik dzisiejszego wydania show TVN nie potrafił odpowiedzieć na pytanie za 500 złotych. Hubert Urbański nie krył zdumienia na widok zachowania uczestnika teleturnieju „Milionerzy”. Wojciech nie znał odpowiedzi na banalne pytanie.
„Milionerzy” to teleturniej, który mimo upływu lat wciąż cieszy się niesamowitą popularnością wśród telewidzów. Fani często krytykują odpowiedzi uczestników show. Tym razem jednak internauci nie kryją oburzenia pytaniem, jakie pojawiło się na antenie. Program Huberta Urbańskiego, w którym uczestnicy po wykazaniu się wiedzą i poprawnej odpowiedzi na pytania mają szansę wygrać milion złotych, oburzył internautów. Fani zarzucają produkcji nieodpowiednie pytanie.
Program „Milionerzy” od lat cieszy się niesłabnącą sympatią telewidzów. W ostatnim walentynkowym odcinku show uczestnikami zostali prowadzący „Dzień Dobry TVN”. Internauci nie są zachwyceni zachowaniem dziennikarzy. Co się wydarzyło? Uczestnikami ostatniego specjalnego wydania programu „Milionerzy” była czwórka prowadzących śniadaniówkę stacji „Dzień Dobry TVN”. Gwiazdy nie popisały się wiedzą, a ich zachowanie nie wzbudziło zachwytu telewidzów. Co wydarzyło się na planie?
W walentynki wyemitowany zostanie odcinek specjalny „Milionerów”. W programie tego dnia zawalczą znane i lubiane osobistości telewizyjne, a wygrana zostanie przekazana Fundacji TVN. Walentynki to święto miłości i zakochanych, ale okazuje się, że nie tylko. Jak udowadnia stacja TVN każdy dzień, nawet Świętego Walentego, może być także okazją do pomocy. W poniedziałek 14 lutego zostanie wyemitowany odcinek specjalny programu.
Przez 20 sezonów programu „Milionerzy” (emitowanego na antenie TVN w latach 199-2003, 2008-2010 oraz ponownie od 2013 roku) widzowie oraz prowadzący show Hubert Urbański mieli okazję zobaczyć wiele niecodziennych sytuacji (te niekoniecznie wiązały się zaś z główną wygraną). Do historii z pewnością przejdzie wyjątkowy „telefon do przyjaciela”, wykonany do przyjaciółki jednego z uczestników.
Maria Romanek zasłynęła po tym, jak wygrała milion złotych w popularnym teleturnieju TVN „Milionerzy”. Uczestniczka zyskała ogromną sympatię widzów dzięki swojej skromności i bezinteresowności. Niedawno wyznała, że z nagrody niewiele jej już zostało. Na co Maria Romanek wydała pieniądze? Uczestniczka „Milionerów” pojawiła się niedawno w programie śniadaniowym „Dzień Dobry TVN”. Maria Romanek wyznała, że z wygranej niewiele jej już zostało. Kobieta dotrzymała swojej obietnicy i dużą część kwoty przeznaczyła na cele charytatywne.
Ewa Drzyzga i Michał Kempa wzięli udział w 510., specjalnym odcinku „Milionerów”. Dziennikarze odpadli przy pytaniu za 75 tys. złotych, które dotyczyło jednego z utworów muzycznych. Prezenterka „Dzień Dobry TVN” była przekonana, że zna poprawną odpowiedź i mimo sprzeciwu kolegi postawiła na swoim, przez co odpadli. Przedświąteczny odcinek „Milionerów” został zorganizowany na rzecz podopiecznych Fundacji TVN. Poza Drzyzgą i Kempą udział w nim wzięli również Dorota Wellman i Marcin Prokop. Dokąd udało im się dojść?
Specyfika zagadnień oraz samej rozgrywki sprawia, że „Milionerzy” od lat uznawani są za jeden z trudniejszych teleturniejów w Polsce – główną nagrodę wyniosły ze studia zaledwie cztery osoby. Rzadko zdarza się jednak, by uczestników pokonało już pierwsze zadane pytanie – tak stało się jednak w jednym z ostatnich odcinków show.
Jeden z ostatnich odcinków programu „Milionerzy” wzbudził wiele emocji i to nie ze względu na poziom pytań w programie. Podczas udziału w grze uczestnik postanowił skorzystać z koła ratunkowego „telefon do przyjaciela”, głos po drugiej stronie słuchawki zaskoczył nawet samego Huberta Urbańskiego. Podczas 30 sekund rozmowy gracza z przyjacielem może się wiele wydarzyć… albo zupełnie nic. W zależności od zgrania osób rozmawiających, tym razem przyjaciółka uczestnika programu była bardzo powściągliwa i dość oszczędna w słowach.